sobota, 11 lipca 2015

Chapter 1

-Kayla! Kayla! - już od samego rana słyszę swoje imię. Zwariować można. Czy oni chociaż raz nie mogą dać mi się wyspać?
-Kayla! Kayla! - no cholera, przecież wstaje.
- No już wstaje! Nie krzycz tak. - bo ci gardło wysiądzie. To dodałam sobie w myślach. Cholera mam wakacje. Czego ona chce. Jest po dziewiątej. Z kamiennym wyrazem twarzy podniosłam się z łóżka. Moje bose stopy dotknęły zimnych paneli. Może i się poruszam ale moje organy nadal śpią. Aby bardziej nie psuć sobie dnia zarzuciłam uśmiech na twarz i spokojnym krokiem zeszłam na dół, żeby w końcu się dowiedzieć o co tyle krzyku.
- Co jest mamo? - bezszelestnie weszłam do salonu strasząc przy tym sprzątając matkę.
- Pakuj się. - powiedziała to tak stanowczo, że aż mnie dreszcze przeszły.
- Że co? - dopiero zauważyłam że dookoła stoją kartony. A matka chowa jakieś pierdoły do jednego z nich. O co chodzi? Niech mi ktoś wytłumaczy.
- A możesz mi wytłumaczyć z jakiej racji mam się do cholery pakować?! Bo ja czegoś tu nie ogarniam.!!
- Po pierwsze język, a po drugie się wyprowadzamy. - Słucham. Nie no ona sobie jaja robi. Pff. Gdzie ukryta kamera?
- mamo ty sobie jaja robisz? Ja sie nigdzie nie wyprowadzam. Jej mina wcale nie mówi, żeby sobie żartowała. Matko przenajświętsza!








Kayla wbiegała na górę z placzem. Zaczęła panicznie szukać swojego telefonu. Nie widziała go pomimo że leżał na wierzchu. Jednak po paru momentach wzięła trzy głębokie oddechy, zamknęła oczy i po chwili je otworzyła. Biała komórka leżała na przeciwko niej na biurku. Szybkim krokiem podeszła do ciemnego, małego biurka i wzięła w swoje drżące ręce telefon. Niemalże od razu wybrała numer do swojej przyjaciółki, Chloe. Dziewczyny były dla siebie co najmniej jak siostry. Przez głowę Kayly'i przebiegły wszystkie wspomnienia z Chloe. Przypomniała sobie każdą spędzoną chwilę z nią. I to doprowadziło ją do kolejnej fali płaczu. Ile razy rodzice zawiedli tą małą istotkę. Kayla cały czas powtarza sobie, że to są jakieś żarty, że może jadą na jakieś wakacje. Jednak Jeniffer wcale nie jedzie na żadne wakacje tylko 1900 kilometrów od miasta, które teraz jest zagrożeniem dla niej i jej rodziny....




-Już, wszystko spakowałam. Mruknęłam zrozpaczona. Łzy ciągle spływają spod powiek.
Czy naprawdę mam zostawić tu przyjaciół i odjechać w nieznane? Ja nawet nie wiem gdzie wyjeżdżamy! Gdzie będziemy mieszkać?! Może od razu wywiezie mnie na inną planetę?!
Sama już nie wiem co mam myśleć. To wszystko jest chore i popierdolone. Dowiaduje się, nagle, bez żadnego uprzedzenia, że wyjeżdżam, na zawsze, z mojego, rodzinnego domku, w którym przeżyłam wszystko. Pierwsze pocałunki, pierwszą nockę z koleżanką. To właśnie stąd pierwszy raz poszłam do szkoły. To w tym pokoju po raz pierwszy przygotowywałam się do imprezy. To tu ostatni raz obchodziłam swoje urodziny, moje 17 urodziny. Których nigdy nie zapomnę, bo te urodziny ostatni raz spędziłam z Chloe, Alexem, Patty, Suzane, Bea, Jackie i innymi, którzy na zawsze pozostaną w mojej pamięci...




Pełna rozkojarzeń zamykałam swoją ostatnią walizkę. Od tamtej pory nie odzywałam się do rodziców. Jedynie co zadzwoniłam do Chloe. Dziewczyna była bardzo zaskoczona reakcją rodziców. Płakała mi do słuchawki. Obydwie płakałyśmy. Chloe przyjechała do mnie tak szybko jak tylko mogła. Teraz pomogła mi się się spakować, wspominając nasze pierwsze spotkanie.


Dwie pięcioletnie dziewczynki bawiły się w czerwonej piaskownicy. Ruda dziewczyna delikatnie i po cichu zabrała jedną z foremek, w kształcie misi. Od razu spodobała się Chloe. Niestety rudowłosa nie miała odwagi zapytać się czy może pożyć, więc po prostu wzięła do rączki i bawiła sie dalej.. Jednak mała Kayla również chciała zrobić misia z piasku. Zaczęła szukać, przekopywała piasek swoimi małymi rączkami. W końcu jej duże, błękitne oczy zatrzymały się na małej Chloe. Niczego nie świadoma dziewczynka bawiła sie nadal. Jednak Kayla była bardzo zaborcza i narwana. Podeszła do Chloe z wielkim grymasem na jej bladej twarzyczce.
- Oddaj mi moją foremkę. - chciała powiedzieć to groźnie, jednak wyszło to bardzo piskliwie. Chloe przestraszyła się tak nagłego odzewu, że zabawka wypadła jej z rączki. Kayla zabrała szybko foremkę i odeszła w drugi koniec piaskownicy. Chloe wolno podeszła do niej.
-Jestem Chloe. - powiedziała niezmiernie cicho i jakby nigdy nic usiadła przy Kayly
-Jestem Kayla. Chodź, pobawmy się razem. - i właśnie tak zaczęła sie dlugoletnia przyjaźń dziewcząt.




- Zawsze stawiałaś na swoim - zaśmiała się Chlor.
-Tak, a ty na samym początku byłaś taka cicha- prychnęłam - a teraz jesteś cholernie szalona Chloe. - Zachichotałyśmy z doboru słów. Żadna z nich nie spodziewała się że ich pożegnanie będzie tak krótkie.
Matka Kayla'i wpadła do pokoju niczym huragan.
- Wychodzimy, masz pięć minut na zniesienie swoich rzeczy, ani minuty dłużej. Co nie znajdzie sie na dole to tutaj zostawisz. - i wyszła.


- Co jej się stało Chloe? Jest wredna i chamska. Nigdy taka nie była. Ale dowiem się co lub kto zrujnował spokój w moim życiu. Obiecuje! Kocham cię Chloe.


Wszyscy znajdowali się już na lotnisku. Kayla przyjęła, że będzie daleko od przyjaciół, ale obiecała sobie, że nadal będzie utrzymywała z nimi kontakt. Wszytko działo się tak szybko, że blond czupryna dziewczyny już dawno znalazła się w środku odlatując w nieznane.